Liloppi Luna

Jak pokochałam prawdziwą wełnę

 

Na co dzień pracuję w sklepie z włóczkami. Od początku byłam zachwycona barwnymi motkami. Najbardziej podobały mi się ciasteczka (jak się okazało to nazwa motków 😉 ) akrylowe. Zwinięte precle (kolejna nazwa specjalistyczna) wełniane nie przypadły mi do gustu, ponieważ nie widziałam w nich nic poza plątaniną nitek. Z biegiem czasu moja wiedza o włóczkach oraz ich właściwościach rosła i pojawiło się upodobanie do wełnianych precelków.

Wełna Liloppi Luna

Jestem osobą, która nie lubi wydawać pieniędzy. Jeśli już decyduję się na zakup jakiegoś towaru muszę być pewna, że będę z niego zadowolona. Wełniane precle jakoś nie przemawiały do mnie. Przede wszystkim dawno nie robiłam na drutach, więc kupowanie wełny, którą trudno pruć, nie wydawało mi się najlepszym pomysłem. Ponadto precle wełniane, które leżą na półkach w sklepie, w którym pracuję, nie pachną kwiatkami. Zapach wełny jest dość specyficzny i niektóre osoby może razić. Jeśli chodzi o mnie, wełniany aromat nie jest dla mnie specjalnie nieprzyjemny, ale do najbardziej lubianych też nie należy. Dodatkowo precle widniejące w sklepie internetowym pod wdzięczną nazwą Liloppi Luna nie wyglądają jakoś szczególnie ładnie. Czyli mnóstwo negatywnych cech i nic co byłoby zachętą do kupienia naturalnej wełny i wydania na nią kilkudziesięciu złotych.

Jak przekonałam się do wełny?

Zanim sięgnęłam po pierwszy motek czystej wełny, najpierw zrobiłam kilka chust akrylowych, potem powstała chusta z włóczki łączącej wełnę i akryl, dopiero po tych dziełach zdecydowałam się spróbować swoich sił w starciu ze 100% wełną. Kupiłam pierwszy precelek Luny i zaczęłam robić z niej chustę. Miał to być upominek dla mojej mamy, która bardzo lubi kolory jesienne. Stąd też pierwsza luna jaką zużyłam była właśnie w takich barwach. Niestety, moje dzieło nie zostało sfotografowane, nie mogę pochwalić się jak ładnie wyszło.

Liloppi Luna

Kolejnym eksperymentem z wełną była chusta strzałka, która powstała z włóczki w pastelowych kolorach. Lubię delikatne barwy, więc chusta w szarych pastelach wydawała się ciekawą opcją. Moje zdziwienie było ogromne, kiedy po wypraniu chusty kolory zupełnie się zmieniły. Szarości zamieniły się w błękity i zielenie, a szare róże zamieniły się w pastelowy róż i pomarańcz. Nie  lubię niespodzianek, ale ta zmiana kolorów to było bardzo przyjemne zaskoczenie. Kiedy zobaczyłam swoje pastelowe dzieło w całości, nie mogłam się z nim rozstać. Dziś chroni moją delikatna szyjkę przed zimowym chłodem ;).

Liloppi Luna

Te dwie przygody z Liloppi Luną sprawiły, że z coraz większym zainteresowaniem patrzę na nowe Luny wystawiane  w sklepie internetowym. Kiedy pojawiają się kolory, które pobijają moje serce, wówczas trafiają do wirtualnego koszyka, a potem do mojego kosza z włóczkami, gdzie czekają na swoja kolejkę.

 

* Fotografie włóczek pochodzą ze strony Liloppi.pl

Share on facebook
Facebook
Share on pinterest
Pinterest
Share on twitter
Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *